Blog
W oczekiwaniu na Katechon
Adam Wielomski
Adam Wielomski Redaktor naczelny "Pro Fide Rege et Lege", reakcyjny publicysta katolicki, ultramontanin.
15 obserwujących 292 notki 389809 odsłon
Adam Wielomski, 11 września 2009 r.

Czy dojdzie do historycznego zjednoczenia lewicy?

Wszystkie wróbelki ćwierkają o powstaniu sojuszu PiS z SLD, którego celem jest wspólny skok na Telewizję zwaną mianem „publicznej” (czyli partyjnej). Wielu komentatorów przecierało oczy ze zdziwienia i ogłaszało, że jeszcze nie dawno taki sojusz były nie do pomyślenia. Czyżby kierownictwu PiS poziom nienawiści do PO podskoczył już do tego stopnia, że gotowe jest na otwarty, jawny, publiczny, ekshibicjonistyczny i „pornograficzny” sojusz z postkomunistami?
 
Można to tłumaczyć jedynie fobią do PO i osobistą nienawiścią Jarosława Kaczyńskiego do Donalda Tuska. Można jednak nie zrzucać tego na karb indywidualnych fobii i zadać sobie pytanie: czy trwały sojusz PiS i SLD jest możliwy?
 
Zacznijmy przede wszystkim od kwestii o której mało kto pamięta: pisiacy i postkomuniści wywodzą się przecież z tej samej organizacji, a mianowicie z założonej w 1892 roku Polskiej Partii Socjalistycznej – partii marksistowskiej, opartej o filozofię heglowską. Od samego początku PPS dręczona była przez konflikt dwóch frakcji, tzw. młodych i starych. „Młodzi” byli internacjonalistami i całkowicie odrzucali postulaty patriotyczne, interesowała ich jedynie „internacjonalistyczna” wszechświatowa rewolucja. „Starzy” – na czele z Józefem Piłsudskim – chcieli połączyć postulaty socjalistyczne z patriotycznymi i walczyli o coś w rodzaju „socjalizmu narodowego”. Obydwie frakcje wspólnie walczyły o socjalizm do Rewolucji 1905 roku, gdy doszło do gwałtownego sporu: „młodzi” chcieli wziąć udział w rewolucji ogólno rosyjskiej, podczas gdy „starzy” chcieli tę rewolucję wykorzystać, aby odłączyć się od Rosji i zbudować „socjalizm z ludzką twarzą” w Kongresówce.
 
Spór obydwu frakcji zakończył się rozpadem PPS na kongresie w Wiedniu w 1906 roku i powstaniem PPS-Lewica (internacjonaliści) i PPS-Frakcja Rewolucyjna (patrioci z Piłsudskim na czele). Późniejsze linie rozwojowe obydwu formacji są znane. W przypadku piłsudczyków to PPS-BBWR-OZON-PC-PiS; z kolei w przypadku internacjonalistów to KPP-PPR-PZPR-SLD. Nie twierdzę, że formacje te zachowują ciągłość personalną (niemożliwe przez 103 lata od 1906 do 2009 roku), ale zachowują ciągłość ideową, mentalną; są dwiema żywymi tradycjami politycznymi w Polsce.
 
Czy więc sojusz w sprawie wspólnego upartyjnienia TVP, zwanej „publiczną”, może być traktowany jako zapowiedź możliwej trwalszej koalicji? Czy po 103 latach dwa wielkie nurty polskiej lewicy mogą się ponownie zejść? Nie uważam tego za science fiction, a to z dwóch powodów.
 
Po pierwsze, istnieją ku temu poważne przesłanki polityczne. PiS i SLD są ugrupowaniami połączonymi wspólnym wrogiem w postaci PO. Obydwie te partie nie mają pomysłu na przełamanie monopolu tej partii na scenie politycznej. Wielka koalicja PiS-SLD (ew. jeszcze PSL) w sumie jest jedyną ich szansą na to, aby kiedykolwiek dojść do władzy. Zarówno PiS, jak i SLD są izolowane na scenie politycznej, co naturalnie skłania je do wzajemnego sojuszu. PO nie ma zamiaru zakładać kłopotliwych koalicji czy to z „kaczystami”, czy to z „komuchami”, a miara poparcia dla tej partii pozwala jej trwale realizować tę tendencję, szczególnie jeśli Donald Tusk zostanie Prezydentem RP, po zmiażdżeniu Lecha Kaczyńskiego. Wtedy SLD będzie biło bezsilnie pianę na lewicy sali sejmowej, a PiS po prawicy tejże sali – z tą samą bezsilnością.
 
Po drugie, należy się zastanowić czy pomiędzy tymi partiami istnieją poważne rozbieżności programowe? Osobiście uważam, że pomiędzy wszystkimi partiami „bandy czworga” (PiS-PO-SLD-PSL) nie ma poważniejszych różnic wykluczających sojusze, i spory mają charakter walk personalnych i frakcyjnych o stołki i wpływy. Jest jednak faktem, że poszczególne stronnictwa o ileś tam się różnią, wykazując pewne odmienne tendencje. PiS i SLD myślą o państwie w kategoriach heglowskich, co znamionuje wspólną spuściznę lewicy europejskiej. Stąd wspólne im zamiłowanie do centralizmu, etatyzmu, niechęć do wolnego rynku. To co różni obydwie te partie, to – używając pojęć marksistowskich – „nadbudowa”. SLD chce socjalizmu „postępowego”, „europejskiego”, opartego na prawach sodomitów i jednoczeniu kontynentu. Z kolei PiS propaguje socjalizm „narodowy”, bogoojczyźniany i „zaściankowy”. Gdy SLD broni tzw. ubogich, to czyni to w interesie „ludzi pracy”; gdy czyni to PiS, to w imię „interesu narodowego”. Frazeologia jest odmienna, ale treść w sumie jest ta sama.
 
SLD i PiS dzielą więc kwestie natury historycznej, ideowej i polityki zagranicznej. Partie te jednak mają podobną wizję stosunków gospodarczych i społecznych. Zresztą problemy polityki zagranicznej niedługo przestaną być aktualne. Jeśli Amerykanie wycofają się z Tarczy, to PiS – kierując się swoją radykalną rusofobią – będzie musiał szukać poparcia w Brukseli i w Berlinie.
 
A różnice światopoglądowe? Sojusz PiS i SLD na pewno będzie trudny do wytłumaczenia wyborcom obydwu partii, którzy przywiązani są do tradycyjnej symboliki ugrupowań. Dla czytelników „Gazety Polskiej” sojusz z SLD będzie trudny do przełknięcia, podobnie dla słuchaczy toruńskiej rozgłośni, tak jak i dla czytelników „NIE” sojusz z kaczystami. Pytanie tylko, czy większość wyborców obydwu partii głosując kieruje się kwestiami światopoglądowymi, czy też da się im wmówić, że jest to „wielka koalicja przeciwko łże-liberalizmowi”, wielki sojusz przeciwko „aferałom” z PO?
 
Osobiście jestem zdania, że koalicja SLD-PiS nie powstała dotąd tylko z jednego powodu: przywódcy obydwu partii nie wiedzą jak wytłumaczyć swoim wyborcom tę polityczną woltę. Przecież SLD i PiS, wsparte przez PSL, miałyby większość już w tym Sejmie… Najprościej byłoby, gdyby Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski wydali wspólne oświadczenie, w którym napisaliby: „Z nieukrywaną radością oświadczamy, że po 103 latach zapanował pokój na lewicy i skłócone przez stulecie frakcje ponownie połączyły się, kierując się troską o dalszy rozwój socjalistycznego budownictwa w naszym kraju”.

Adam Wielomski

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale